2/03/2017

SOJA - ZA I PRZECIW!

Hej!

       Witajcie w lutym! Jeśli kolejne miesiące mają zlecieć tak szybko, jak styczeń, to ani się obejrzymy i będziemy witać rok 2018 :) trzeba więc wziąć się do pracy i zacząć spełniać swoje noworoczne postanowienia - o ile takie się pojawiły. Ja osobiście stawiam sobie krótkoterminowe cele, które w danym momencie czuję, że jestem w stanie zrealizować. To dość rozsądne podejście. I oczywiście róbcie to, co daje Wam najwięcej radości i satysfakcji, otaczajcie się tylko takimi osobami, które ciągną Was w górę, a nie w dół - i które mają na Was dobry wpływ. 

     Przygotowałam dla Was tekst na temat soi - rośliny, która z jednej strony zawiera dużo wartościowych składników i jest uważana za jedno z najlepszych źródeł białka roślinnego, ale z drugiej strony budzi sporo kontrowersji. Osobiście chyba nigdy soi nie jadłam. A nie, przepraszam, kupiłam sobie dawno temu kotlety sojowe... I kompletnie nie podeszły mi smakowo. Nie chcę im robić antyreklamy, ale wyglądały (i smakowały) dokładnie tak, jakby były zrobione z papieru. Chyba wylądowały wtedy w koszu - i chociaż jestem absolutną przeciwniczką marnowania jedzenia - to naprawdę nie było co z tym zrobić... Tamte kotlety chyba skutecznie zniechęciły mnie do soi. Tak tak, wiem, może właśnie warto się przełamać - ale jeszcze nie teraz :) z resztą nie jestem pewna, czy soja jest na tyle dobrym produktem, aby przełamywać się do niej na siłę, jeśli już raz się zniechęciłam. Przewińcie dalej!


   Od razu mówię - nie będę tutaj demonizować ani wychwalać na wszystkie strony. Dlaczego? Ponieważ ma ona sporo plusów, ale także minusów. Temat spożywania soi budzi chyba tyle emocji, co temat spożywania glutenu - dlatego też warto się bliżej jej przyjrzeć.


SOJA - ARGUMENTY "ZA"

    Soja należy, podobnie jak fasola, fistaszki czy groch, do roślin strączkowych. Wszystkie należące do nich produkty charakteryzuje wysoka zawartość białka roślinnego. Nasiona soi zawierają ok. 30-50% białka o korzystnym składzie aminokwasowym - z tego względu soja jest chętnie spożywana przez wegetarian. Białko sojowe jest dobrze przyswajalne (dzięki czemu znalazło zastosowanie także w odżywkach dla sportowców). Białko sojowe zawiera mniej aminokwasów siarkowych, niż białko zwierzęce - to plus, ponieważ przyczyniają się one do zwiększonej utraty wapnia z moczem. 
   Nasiona soi są także źródłem tłuszczu, w którym obecne są zarówno nasycone, jak i nienasycone kwasy tłuszczowe z grupy omega-3 i omega-6. Należy jednak pamiętać, że znaczenie ma proporcja między dwoma ostatnimi grupami -  w oleju sojowym przeważa kwas linolowy, a więc omega-6. Stanowi ponad 90% polienowych kwasów tłuszczowych, a więc pod tym kątem nie jest on zbyt korzystny... Pod kątem składu kwasów tłuszczowych wypada chociażby olej rzepakowy lub oliwa z oliwek. Oczywiście, kwasy omega-6 są również potrzebne,  ale ich nadmiar "wypiera" działanie kwasów omega-3 (dostępnych w tłustych rybach). To tak na marginesie!
       Soja jest źródłem błonnika, który wpływa na funkcjonowanie układu pokarmowego, ale także na regulację poziomu cholesterolu we krwi oraz regulację wydzielania żółci. Jest on też prebiotykiem, a więc przedłuża życie pożytcznych bakterii w jelicie :) 
   Nie zapominajmy o witaminach z grupy B oraz minerałach. W soi znajdują się m.in. magnez, żelazo, fosfor, miedź, selen, cynk, mangan wapń. Spośród witamin są to B1, B2, B6, K i kwas foliowy. Wszystkie biorą udział w wielu procesach w organizmie, są niezbędne do jego prawidłowego funkcjonowania. Jak widzicie, pod tym kątem soja wypada dobrze - nawet bardzo - ale jest tu parę "haczyków", o których będzie poniżej.

ARGUMENTY "PRZECIW"

    Soja, podobnie jak inne strączki, zawiera substancje antyodżywcze - tioglikozydy, które blokują wiązanie jodu, niezbędnego do przemiany tyrozyny w tyroksynę - a bez niej tarczyca nie będzie produkować hormonów. Jeśli więc masz niedoczynność tarczycy, soja absolutnie nie jest dla Ciebie. W rozsądnych ilościach, u osób niechorujących na choroby tarczycy, nie powinno się nic dziać - tym bardziej, że gotowana soja ma o ok. 1/3 mniej substancji wolotwórczych. A surowej przecież nie jemy... Nie?
    Warto też zwrócić uwagę na to, że mąka sojowa zawiera inhibitor trypsyny, który może przyczynić się do przerostu trzustki, co wykazały badania na zwierzętach. No i jeszcze jeden fakt: w wyrobach fermentowanych (np. sos sojowy) następuje degradacja czynników antyodżywczych i toksycznych. Podobnie, jeśli soję ugotujemy:)
   Bardzo istotne, z punktu widzenia wchłaniania składników mineralnych, są także kwas fitynowy i fityniany. Związki te powodują zaburzenia przyswajania żelaza i cynku - a więc, nawet, jeśli sama soja zawiera te pierwiastki (a zawiera, o czym wcześniej pisałam), to wielkiego pożytku z nich niestety nie będzie. 
    Kolejne niekorzystnie wpływające na ludzki organizm związki obecne w soi to lektyny. Baaardzo cwane białka - zawierają je też zboża i można powiedzieć, że są to toksyny używane jako obrona roślin przed zjadającymi je zwierzętami. Po spożyciu przechodzą one przez jelita do układu krwionośnego i powodują stany zapalne w całym organizmie, a więc przyczyniają się do obniżania aktywności enzymów i wywoływania chorób autoimmunologicznych. Z tego względu spożycie soi powinno być ograniczone i na pewno nie powinna być ona podstawą diety (nawet wegetariańskiej).
    Nie zapominajcie też, że soja jest silnym alergenem. Co ważne, zdecydowanie częściej występuje ona u dzieci. Jeśli czujecie, że po spożyciu produktów sojowych nie dzieje się zbyt dobrze - macie bóle brzucha, wzdęcia,  bóle głowy, zmiany skórne, jesteście senni bardziej niż zwykle - to może być znak, że lepiej ją odstawić. Pamiętajcie jednak, że jest ona składnikiem wieeeelu produktów spożywczych (nawet chociażby czekolady) - lecytyna sojowa jest bowiem bardzo powszechnym emulgatorem, stąd ważne jest, aby czytać etykiety! Pozostaje jeszcze kwestia modyfikacji genetycznych - dla wielu główny powód, dla którego nie powinniśmy jeść soi. Osobiście nie jestem ani za ani przeciw GMO - ale faktem jest, że jest to obecnie chyba najczęściej modyfikowana genetycznie roślina. Do przeciwników GMO ten argument będzie trafiał najbardziej. 

KONTROWERSJE WOKÓŁ SOI

    Jako, że soja posiada hormonopodobne substancje, stała się przedmiotem wielu badań. Czy wpływa na gospodarkę męskich i żeńskich hormonów? Czy mężczyźni faktycznie powinni bać się soi, bo obniży u nich poziom testosteronu? Po kolei.

  Związkami, na które zwrócono uwagę i wokół których jest taki szum są fitoestrogeny (genisteina i daidzeina). Są to substancje o zbliżonym działaniu do estrogenów ludzkich, którym też przypisuje się łagodzący wpływ na objawy przekwitania u kobiet. Nie jest to jednak potwierdzone naukowo - może być to efekt mniej-więcej zbliżony do efektu zastępczej terapii hormonalnej.Według mnie to właśnie ta grupa - kobiety w okresie menopauzy - z jedzenia soi mogą wynieść najwięcej korzyści.
    No dobrze, to co z tym testosteronem u mężczyzn, o który tak wielu z Was się boi? 
Na szczęście soja NIE obniża poziomu testosteronu – fitoestrogeny mają niezbyt dużą aktywność, stąd trzeba by było chyba jeść soję na potęgę, aby one zadziałały w "widoczny" sposób. Wykazują one aktywność równą  ok. 1/1000 aktywności estradiolu. Wypicie mleka sojowego czy zjedzenie tofu nie może więc negatywnie wpływać na poziom testosteronu - źródło tutaj: soja i hormony :) 

Temat soi cały czas jest wałkowany przez naukowców i wciąż nie ma jednoznacznej opinii czy jest ona zdrowa czy nie. I chyba nie da się tego, moim zdaniem, określić. Ma sporo zalet, ale też sporo wad - warto pamiętać więc o rozsądku i w spożywać ją w ograniczonych ilościach :)
Dajcie znać czy są tutaj jacyś miłośnicy soi i co na ten temat sądzicie!

Buziaki,
Kats. 

7 komentarzy:

  1. ja piję jedynie mleko sojowe ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny post myślałam, że soja ma tylko dobre właściwości

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak zawsze wyczerpująco na temat :)
    Barbara P.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja, ja! Uwielbiam soję oraz maminy pasztet z niej :D
    mój blog

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawy post :) Dowiedziałam się dużo ciekawych rzeczy ;) Pozdrawiam i zapraszam do mnie :) http://oliwia-rybczy.blogspot.com/2017/02/february.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Jem sporadycznie soję, ale nie za dużo. Zazwyczaj jako dodatek w pieczywie albo jako własnie pasztet do pieczywa (chociaż ostatnio zauważyłam niepokojące objawy po zjedzeniu pieczywa). Nie wiedziałam, że ma tyle minusów, mówiąc szczerze ;) Co do takich gotowych kotlecików sojowych. One są OKROPNE. Gdy się robi je samodzielnie, smakują zupełnie inaczej!

    OdpowiedzUsuń
  7. ja unikam soi, nie jak ognia, raczej jeśli mam wybierać łapię za inny produkt (np. zamiast mleka sojowego biorę kokosowe)myślę, że zawsze lepiej dmuchać na zimne, może za kilka lat badania wykażą, że jest to całkowicie bezpieczny produkt a może nie. Tak czy inaczej bilans pozostanie zerowy;))

    OdpowiedzUsuń

Byłoby mi bardzo miło, gdybyście wyrazili swoją opinię. A jeśli blog Wam się podoba, może dodacie do obserwowanych? :)
ZAPRASZAM RÓWNIEŻ NA FANPAGE