2/28/2016

(PRZED)WIOSENNY DZIEŃ

Hej!

     Spędziłam (a w zasadzie to spędzam!) bardzo pozytywny, aktywny weekend w fajnym gronie. Chociaż wczoraj rano, dopóki nie wyszłam z domu, byłam totalnie ospała - to chyba efekt zbyt długiego snu. Taki mały paradoks - w każdym razie spacer na korepetycje i z powrotem zrobił swoje - po powrocie do domu czułam się super i miałam dobry nastrój. Również piękna pogoda wpłynęła na mnie pozytywnie. Naprawdę czuję wiosnę - było słonecznie, ciepło i bez wiatru - uwielbiam takie dni! Po południu wybrałam się na siłownię, gdzie robiłam trening górnych partii ciała z dobrym kolegą. Bez bicia przyznam, że ręce to mój "najsłabszy punkt" - wcześniej, przy ćwiczeniach w domu, często je pomijałam. A przecież całe ciało powinniśmy wzmacniać równomiernie - nie tylko, jak to często u kobiet bywa, pupę, nogi i brzuch. Dziś również byłam na siłowni, zrobiłam sobie przy okazji pomiar składu ciała i w porównaniu do poprzedniego miesiąca - masa ciała wzrosła o 0,7 kg, jednak zawartość tkanki tłuszczowej zmalała o 1,2%, a mięśni - plus 5%. Co więcej, mój wiek metaboliczny obecnie wynosi 12 lat - to chyba dobrze, prawda? ;)

   Mam nadzieję, że takich ładnych dni, jak dziś i wczoraj, będzie w najbliższym czasie jak najwięcej. Zima nie sprzyja robieniu zdjęć, bo szybko robi się ciemno i po prostu jest... zimno, no. Wczorajszy dzień był idealny, więc wybrałam się z tatą zrobić kilka zdjęć stylizacji. Założyłam "podarte" (znowu!) spodnie, a także botki z frędzlami na lekkim słupku. Na górę wybrałam bordowy sweter i beżową, wiosenną kurteczkę (chciałabym już nie wracać w tym sezonie do zimowej...). Jeśli chodzi o dodatki, to po pierwsze: duży, rzucający się w oczy naszyjnik, a po drugie: mega uniwersalna i moim zdaniem śliczna czarna torebka damska (klik). Czuję, że zaraz obok tej na siłownię będzie najczęściej noszoną przeze mnie torebką, bo naprawdę mi się podoba. Co myślicie?



2/25/2016

ZDROWE PRZEKĄSKI, CZYLI CO ZAMIAST CHIPSÓW?

Hej!

    Każdy, kto próbował kiedyś zmienić nawyki żywieniowe na zdrowsze wie, że nie jest to wcale takie proste. Zwłaszcza, kiedy przez całe życie jadło się fast foody, paczka chipsów była na porządku dziennym podczas oglądania telewizji, a aktywność fizyczna była czymś obcym. W ogóle mnie nie dziwi to, że trudno jest z czegoś zrezygnować - ze słodyczy, chipsów czy fast food'ów - bo pewnie wiecie, że to wszystko uzależnia. Nawyki wyrobione przez lata trudno zmienić, potrzeba dużo silnej woli, motywacji i tak dalej... Nie muszę chyba tego pisać, każdy wie, o czym mówię. Niestety podjadanie między posiłkami często ciężko "wywalić" z planu dnia. Ale podjadać można również zdrowo. Bo kto powiedział, że przekąską muszą być koniecznie chipsy, batoniki, cukierki? Nie wiedzieć czemu, właśnie po nie najczęściej się sięga. Dziś mam dla Was kilka propozycji produktów, które sprawdzą się idealnie w roli zastępników tradycyjnych, niezdrowych przekąsek - są zdrowsze, nie mają cukru i przede wszystkim naprawdę pyszne. Jak podjadać, to tylko zdrowo!


2/23/2016

LECZNICZE WŁAŚCIWOŚCI ŻURAWINY I CHLEBKA PSZCZELEGO

Hej!

    Bardzo często ludziom brakuje w kuchni pewnej... świadomości. Może zdanie brzmi dziwnie, ale już mówię, o co mi chodzi. Z jednej strony używamy produktów, o których składzie nie mamy pojęcia, dodajemy do potraw za dużo tego, co powinno się ograniczać, albo po prostu - jemy bardzo niezdrowo, nie zwracając uwagi na to, że organizm nie wszystko dobrze znosi. Z drugiej strony część zdrowych produktów jemy dlatego, że dobrze smakują, a nie zdajemy sobie sprawy, że wpływają na organizm korzystnie - i tak chyba lepiej, prawda? Na przykład żurawina - każdy dobrze ją zna, bo jest świetną przekąską i dodatkiem do wielu potraw - a nie każdy wie, że ma całkiem dużo leczniczych właściwości. Podobnie, jak chlebek pszczeli, który poza nazwą nie ma nic wspólnego ze zwykłym chlebem. Obok miodu, jest on produktem "działalności" pszczół - niestety znacznie mniej od niego popularnym, a szkoda, bo pod względem oddziaływania na organizm wcale mu nie ustępuje :) zapraszam do czytania!


2/21/2016

BŁĘKITNE SZPILKI

Hej!

     Mam nadzieję, że mieliście (a właściwie macie) udany weekend. Ja na swój nie mogę narzekać, chociaż mija mi bardzo szybko i intensywnie. Wczoraj rano miałam korepetycje, po południu poszłam na trening, a wieczorem na urodziny dobrej koleżanki. Lubię takie spotkania w gronie znajomych, bawiłam się bardzo fajnie, jedzenie pyszne i przede wszystkim - było dużo rozmów i śmiechu. Chociaż byłam już dość mocno zmęczona po praktycznie całym dniu na nogach, plułabym sobie w brodę, jakbym nie poszła - nie było szans! Dziś natomiast spotkałam się z koleżankami z liceum na kawę (taka niepozorna, szczecińska knajpka, a jaki klimacik :)). Cieszę się, że do tej pory utrzymujemy ze sobą dobry kontakt - chociaż tyle się zmieniło w życiu każdej z nas. A później byłam na siłowni, napisałam posta i do jutra już odpoczywam - bo czeka mnie pierwszy tydzień nowego semestru. Bierzemy się do pracy!

   Przygotowałam dla Was dziś stylizację. Spodnie, które mam na sobie, mają jakieś dwa lata, ale nie nosiłam ich jakoś specjalnie często - myślę, że takie wycięcia nie są na co dzień zbyt praktyczne, a na pewno nie na obecną pogodę :) natomiast obiecuję sobie, że na wiosnę będę nosić je nieco częściej, bo są naprawdę fajne. Wiadomo, że nie nadają się na każdą okazję, bo na zajęcia czy do pracy ciężko iść w podartych jeansach, ale na zakupy czy spacer z kumpelą - jak najbardziej! Z górą postanowiłam nie kombinować - założyłam szary sweterek i prostą, błękitną koszulkę pod kolor do szpilek. Kiedy zobaczyłam je w sklepie (kilk) wiedziałam, że muszę je mieć. Są prześliczne i myślę, że będą idealne na wesele koleżanki, na które wybieram się już całkiem niedługo!



2/18/2016

TRAWA PSZENICZNA - WŁAŚCIWOŚCI

Hej!

   Od jakiegoś czasu dopisuje mi świetny humor, mimo, że ostatnie dni wolnego są dość intensywne - robię badania do magisterki, chodzę na siłownię, do pracy i takie różne inne :) może to wina nadchodzącej (powoli, ale jednak) wiosny? Tak czy inaczej, na chwilę obecną mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwą, spełnioną osobą - robię to, co kocham, a w dodatku mam dookoła siebie świetnych ludzi, którzy zawsze są gotowi mi pomóc i na odwrót - ja jestem gotowa zrobić dla nich wiele. Zapisanie się na siłownię było jedną z najlepszych decyzji, jakie w ostatnim czasie podjęłam - rozwijam się, poznaję własne możliwości (których chyba wcześniej nie doceniałam :)) i przede wszystkim czuję się genialnie. To też ma duży wpływ na mój "obecny stan" - czuję, że żyję! Koniec prywaty :) w dzisiejszym poście przedstawię Wam produkt, którego prawdopodobnie część z Was nie zna, ale nie ma w tym nic dziwnego. W każdym razie każdy poznać powinien. Czytając tytuł posta można pomyśleć: "co ona tu znowu wymyśla za cuda?" - zwłaszcza, że niektórym "trawa" kojarzy się nieco inaczej (i nie mam tu na myśli tej, na której w dzieciństwie robiło się pikniki :)). Szczerze mówiąc to sama do niedawna nie miałam pojęcia, że jest coś takiego, jak "trawa pszeniczna (klik)". Poczytałam jednak i okazuje się, że ma cudowne właściwości prozdrowotne, o których napiszę niżej. 


2/16/2016

5. URODZINY BLOGA!

Hej!

    Tydzień rozpoczęłam bardzo intensywnie i w sumie cieszę się, że poniedziałek już za nami. Właściwie to wtorek też prawie minął. Uwielbiam to uczucie, kiedy wracam do domu i wiem, że zrobiłam wszystko, co sobie postanowiłam na dany dzień - i mogę wreszcie spokojnie spędzić czas z rodzinką. Wczoraj rano zaczęłam badania do pracy magisterskiej, w zasadzie tylko takie wstępne "dla rozeznania" - bo wszystko, co robiłam, było dla mnie nowe. W laboratorium spędziłam jakieś 5 godzin. Jutro będę robić już właściwe analizy - ciekawa jestem, ile tym razem mi zajmą - to chyba kwestia wprawy, mam nadzieję, że wszystko pójdzie szybciutko :) po powrocie z badań zjadłam obiad, wypiłam szybką kawę i poleciałam do pracy, a po pracy znowu zjeść - i na siłownię. Nie lubię ćwiczyć wieczorem, tym bardziej po takim zabieganym dniu - ale cieszę się, że poszłam, bo dodało mi to sporo energii :)

   Na dzisiejszy post przygotowałam dość prostą stylizację - ostatnio jest to jeden z moich ulubionych zestawów. Spodnie, które przypadkiem przedziurawiły mi się dawno temu na kolanie, zostały "dodziurawione" i poszarpane, przez co dają lekko rockowy klimat. Ale to było naprawdę dawno - mają prawie tyle samo lat, co mój blog. Właśnie - blog dziś kończy 5 lat - to kupa czasu, nie sądzicie? Pamiętam, kiedy zaczynałam i widzę, jak wiele od tego czasu się zmieniło. Jestem Wam bardzo wdzięczna, bo gdyby nie Wy, to nie miałabym ani chęci ani motywacji do pisania. To niesamowite uczucie, kiedy wiesz, że ludzie czytają i kiedy im się podoba to, co piszesz. Dziękuję! Wracając do stylizacji - mam na sobie neonową, pomarańczową bluzkę (KLIK), wiosenną kurtkę sprzed paru sezonów i ulubione ostatnio białe, sportowe trampki. Jak Wam się podoba?



2/14/2016

GLINKA ZIELONA - DZIAŁANIE NA SKÓRĘ

Hej!

   Mam nadzieję, że spędzacie właśnie czas z najbliższymi. Ja właśnie wróciłam z siłowni - czyli aktywne Walentynki z kumpelą - chyba najlepsze, jak do tej pory, serio! W dzisiejszym poście chciałabym napisać kilka słów na temat pielęgnacji cery. Na co dzień często zapominamy o tym, że skóra również potrzebuje odpoczynku i odpowiedniego traktowania - przynajmniej od czasu do czasu. Szczerze przyznam, że sama często zapominam np. o użyciu kremu nawilżającego i wiem na temat pielęgnacji zdecydowanie mniej, niż bym chciała... Kiedy niedawno odwiedziłam kosmetyczkę (tutaj możecie poczytać), sporo rozmawiałyśmy na temat tego, w jaki sposób pielęgnować cerę. Miałam z nią akurat spore problemy. Paulina zrobiła mi maseczkę z zielonej glinki i powiedziała, że warto sobie taką sprawić, bo potrafi działać cuda. Faktycznie - miałam wrażenie, że skóra jest po niej bardziej jędrna, oczyszczona, a niedoskonałości, które miałam, zniknęły szybciej, niż się spodziewałam. O tym będzie poniżej. Postanowiłam przyjrzeć się jej bliżej i poczytać o jej właściwościach - chcecie wiedzieć, co dobrego może zrobić dla skóry - nie tylko twarzy, ale jak się okazuje - całego ciała?


2/13/2016

JAK WYBRAĆ DOBRE MASŁO ORZECHOWE?

Hej!

    Masło orzechowe to mój ulubiony "temat" i jeden z tych produktów, które najbardziej lubię. Jeśli byłoby to możliwe, mogłabym jeść je cały czas - chociaż mam wrażenie, że i tak spożywam go w większych ilościach, niż większość ludzi :) wiadomo, że ma bardzo dużo tłuszczu i kalorii, dlatego też nie powinniśmy go spożywać w nadmiarze - a szkoda, bo jest przepyszne. Swoją drogą - dziwna to zależność, że to, co najsmaczniejsze, często jest też najbardziej kaloryczne. Chociaż nie można przesadzać - nie są to tzw. puste kalorie, bo taki orzechowy przysmak ma naprawdę sporo korzyści dla zdrowia. Pod warunkiem, że wybierzemy dobre. "Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze" - ta zasada wśród producentów żywności sprawdza się bardzo często. W przypadku masła orzechowego wielu z nich oszczędza na orzeszkach, a zamiast nich dodaje sporo innych składników - głównie soli i utwardzonych olejów. Najlepiej szukać takich, które mają 100% orzechów (zdarzają się bardzo rzadko niestety, ale SĄ!), ok 90% jest jeszcze w miarę dobrze - a poniżej 90% w ogóle nie warto wkładać do koszyka. Niedawno zatrzymałam się przy sklepowej półce i zrobiłam kilka zdjęć. Przed Wami mój osobisty przegląd maseł orzechowych z jednej sieci supermarketów, plus jeden, absolutny według mnie - HIT (klik) (a właściwie to dwa!). Zobaczcie, na co należy zwrócić uwagę, przy wyborze masła orzechowego.


2/11/2016

NEONOWA SPÓDNICZKA

Hej!

    Jeśli czytacie regularnie mojego bloga (lub zerkacie od czasu do czasu na FB), to pewnie wiecie, że jakiś czas temu zaczęłam chodzić na siłownię. W ciągu tych dwóch tygodni zauważyłam kilka interesujących faktów, które być może zmotywują do działania kogoś, kto do tej pory prowadził mało aktywny tryb życia. Lepsze samopoczucie, mnóstwo energii, endorfin, pewna (chociaż jeszcze nieznaczna) poprawa wyglądu - to rzeczy całkiem oczywiste, które pewnie skłonią mniej opornych do tego, aby trochę się ruszyć. W takim razie teraz do osób "bardziej opornych". Wczoraj na "moją" siłownię przyszedł mężczyzna z nogą w gipsie, poruszał się o kulach i trenował górne partie ciała. Kilka dni temu był inny mężczyzna, tym razem na wózku inwalidzkim - ćwiczył ręce z hantelkami. A poza tym codziennie widzę osoby 60+ (a może i nawet 70+), które z zapałem wykonują różne ćwiczenia. Nawet nie wiecie, jaki uśmiech pojawia mi się na twarzy, gdy ich widzę. Można? Można! Każdy może znaleźć motywację, więc nigdy nie mówcie, że się "nie chce" - bo jeśli siwy pan przychodzi robić brzuszki, to i Wy, o kilkadziesiąt lat młodsi, dacie radę!

   To tak z moich obserwacji, a teraz przejdziemy do zestawu. Zdjęcia zrobiliśmy w domu, bo chociaż pogoda za oknem bywa wiosenna, to jednak jeszcze jest za zimno, aby "rozbierać się" tak do zdjęć. Poza tym silny wiatr, który ostatnio często się pojawia, także nie sprzyja noszeniu krótkich spódniczek. Stylizacja jest zdecydowanie bardziej letnia, niż zimowa. Bluzki z wyciętymi ramionami (klik) od pewnego czasu mają swoje (całkiem długie) 
5 minut, postanowiłam więc sama się w taką zaopatrzyć. Neonowa spódniczka (klik) zauroczyła mnie od samego początku. Uwielbiam takie kolory, są idealne na lato (którego bardzo nie mogę się doczekać). Poza tym ma ładny, dziewczęcy krój. Uważam, że w zestawieniu z tą bluzką prezentuje się całkiem ciekawie - jak myślicie? 


2/09/2016

OLEJKI ETERYCZNE - JAK DZIAŁAJĄ NA ORGANIZM?

Hej!

   Na pewno zgodzicie się ze mną, że zapach jest jednym z tych czynników, które oddziałują na nas najbardziej. Szukając perfum dokładnie sprawdzamy każdy zapach (i co z tego, że po trzech "pstrykniętych" na nadgarstek zapachy zaczynają się mieszać?). Mężczyzna prędzej obejrzy się za kobietą, której perfumy przykują jego uwagę (i odwrotnie). Po zapachu wielu z nas wybiera kremy, balsamy - a i jedzenie, które dobrze pachnie, szybciej zniknie z talerza. Znacie przypadki, kiedy w małych stoiskach z wyrobami cukierniczymi unosi się wspaniały zapach świeżo wypieczonych drożdżówek? To oczywiście rozpylany sztuczny aromat, aby przyciągnąć klienta... Na szczęście Matka Natura przygotowała dla nas również swoje prawdziwe, naturalne zapachy, które przy okazji korzystnie oddziałują na organizm. Mowa o... olejkach eterycznych, które pozyskiwane są z roślin naturalnymi metodami. No właśnie - są naturalne, świeże, pięknie pachną i dobrze wpływają na samopoczucie. Żadne perfumy nie mają tych właściwości... Czego chcieć więcej? Dziś będzie o olejkach Optima Plus (KLIK), które miałam okazję testować w ostatnim czasie. I jestem oczarowana!


2/07/2016

JAK WYBRAĆ DOBREGO DIETETYKA?

Hej!

    Większości z nas słowo "dieta" kojarzy się tylko i wyłącznie z odchudzaniem. Słyszysz od znajomego: "jestem na diecie", od razu myślisz: "odchudza się". No dobrze, akurat w takich przypadkach zazwyczaj właśnie o taką odchudzającą dietę chodzi - tak po prostu się przyjęło. A gdybym powiedziała Wam, że tak naprawdę każdy z nas prowadzi dietę? Jest to po prostu pewien sposób odżywiania, także słowo to określa wszystko, co spożywamy - także nawet, jeśli jemy chipsy, pączki, frytki przez cały dzień - też jest to dieta - niezdrowa, ale jednak jest. No właśnie - wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, jak prawidłowe odżywianie jest istotne. Skutkuje to otyłością, nadciśnieniem, cukrzycą, chorobami układu krążenia... Znam też osoby, które uważają, że "mogą jeść wszystko, bo i tak nie przytyją" - to te z tzw. "super metabolizmem" w wieku dziecięcym i nastoletnim, które później dziwią się, dlaczego w krótkim czasie przybrały tu i tam, jedząc nadal tak samo - no tak, z wiekiem metabolizm zwalnia. Nie ma jednej, "uniwersalnej" diety - między innymi dlatego uważam, że dietetyk to bardzo trudny (i odpowiedzialny) zawód. Każdy z nas jest inny, ma inny metabolizm, budowę ciała, stan zdrowia, predyspozycje, zapotrzebowanie kaloryczne - można tak wymieniać w nieskończoność. Zmiana diety na własną rękę - a zwłaszcza przechodzenie na dietę redukcyjną - może skończyć się bardzo źle. Tutaj do gry powinien wkroczyć dietetyk, by odpowiednio ją zbilansować i dopasować do potrzeb organizmu. Doradzę Wam dziś, na co zwracać uwagę, aby wybrać najlepszego - bo oprócz tzw. "papierka" liczy się także wiedza, doświadczenie i wiele innych rzeczy.


2/06/2016

WIZYTA U KOSMETYCZKI - RELAKS I PIELĘGNACJA W JEDNYM

Hej!

   Jak mija Wam weekend? Ja swój zaczęłam aktywnie - wczoraj po południu wybrałam się na siłownię, wcześniej miałam do załatwienia kilka spraw. Piątek zleciał mi bardzo szybko. Kilka dni temu miałam okazję odwiedzić  Gabinet Kosmetyczny VESSNA. Przyznam, że nie mogłyśmy "lepiej" trafić z terminem, ponieważ akurat w tym okresie stan mojej skóry nieco się pogorszył i wizyta u kosmetyczki była tym, czego potrzebowałam. Panią Paulinę odwiedziłam pierwszy raz - i praktycznie od razu przestałyśmy sobie "paniować" - ja się stałam dla niej Agnieszką, a ona - Pauliną. Jest niezwykle sympatyczną, pełną pozytywnej energii osobą, z którą od razu znalazłam wspólny język - myślę, że jest to bardzo ważne zwłaszcza, że jednym z celów wizyt u kosmetyczki jest to, aby się zrelaksować i czuć komfortowo - nigdy odwrotnie. Pierwsze wrażenie po wejściu do gabinetu? "Cholera, jak tu ładnie!". Mimo tego, że pomieszczenie nie było jakieś olbrzymie, kolory i cały wystrój sprawiały wrażenie, że jest ono większe niż w rzeczywistości. Oczywiście nie jest też maleńkie - można się w nim swobodnie poruszać, a duża ilość profesjonalnego sprzętu, kosmetyków i klimatycznych ozdób znalazła swoje miejsce idealne. Paulina przywitała mnie pyszną, zieloną herbatą, a także miłą rozmową, dzięki której naprawdę poczułam, jakbym znała ją kilka dobrych lat :) kiedy przeszłyśmy do pielęgnacji, odprężyłam się i wiecie, co? Dawno nie czułam się tak zrelaksowana. W dalszej części posta opiszę Wam, w jaki sposób Paulina zadbała o moją twarz. Jako, że od razu rzuciły mi się w oczy wiszące dumnie na ścianie certyfikaty ukończenia kursów z różnych dziedzin kosmetyki - mogłam być spokojna - wiedziałam, że mam do czynienia z wykwalifikowaną osobą.


2/04/2016

KOSZULA W KRATĘ

Hej!

     Zawsze powtarzam, że czas od Świąt Bożego Narodzenia do Wielkanocy mija w mgnieniu oka. Oczywiście do tych drugich jeszcze jest dość daleko, ale zobaczycie - ani się obejrzymy i nadejdzie długo wyczekiwana wiosna, której już nie mogę się doczekać. A dziś Tłusty Czwartek - czyli dzień, w którym większość z nas przestaje zwracać uwagę na zdrowe odżywianie i pilnować diety, którą prowadzi na co dzień. Jestem ciekawa, na ile pączków dziś się skusicie :) raz można trochę odpuścić - gorzej, kiedy ktoś "tłusty czwartek" ma codziennie... W takim wypadku polecam ograniczyć takie odżywianie do jednego dnia w roku - tego, który przypada dziś :) jeśli macie czas, polecam zrobić własne pączki, a jeśli nie - skoczyć do piekarni - a na pewno nie do supermarketu. No chyba, że poczytać składy pączków, odłożyć na miejsce i pójść do piekarni - bo w tych z marketu znajdziecie całą tablicę Mendelejewa. Albo po prostu zajrzyjcie na mojego FB (klik) - jeśli lubicie łamigłówki, spróbujcie rozszyfrować składy tamtych wyrobów :) jeśli chodzi o moje ewentualne, pączkowe kalorie - zostaną spalone po południu na siłowni, ponieważ wykupiłam sobie karnet BeActive - więc nie ma już odwrotu :) ogromną zaletą jest to, że karta ta obejmuje aż 100 różnych siłowni w całej Polsce, także można korzystać z niej również na wyjazdach - i to od 59 zł. Jeśli jesteście zainteresowani - tutaj (klik) możecie się zarejestrować.

  Dziś mam dla Was moją ulubioną ostatnio stylizację. Główną rolę gra w niej koszula w kratę (klik), którą pokazywałam Wam ostatnio. Przeglądając internet bardzo często możecie się z nią spotkać - można nosić ją na różne sposoby - ile osób tyle pomysłów. Widziałam już przewiązaną na biodrach (w tym jakoś nie widzę celu :D), zapiętą pod sam kołnierzyk, związaną w pasie na kokardkę/supeł... Ja postanowiłam zarzucić ją na czarny t-shirt z cekinami, nie zapinać i niech sobie tam żyje swoim życiem. I w takiej wersji chyba najbardziej mnie przekonuje. Do tego ciemne rurki oraz brązowe botki. Czytając to, co napisałam, myślę: "cholera, ile historii można napisać do "kawałka materiału!". Chyba powinnam pisać książki... :)


2/03/2016

JAK WYKONAĆ MANICURE HYBRYDOWY - KROK PO KROKU

Hej!

   Manicure hybrydowy od dłuższego czasu skutecznie wypiera wszystkie żele, tipsy i inne tego rodzaju cuda. Sama nie wiem, dlaczego tak długo wzbraniałam się przed tym "tematem". Z bólem przyznaję, że moja wiedza o hybrydzie była naprawdę uboga i po prostu bałam się że tak, jak inne "paznokciowe kombinacje" zniszczą mi płytkę (tym bardziej, że nigdy w życiu nie miałam na swoich żadnego żelu ani nic takiego). Poza tym lubiłam (nadal lubię!) swoje naturalne pazurki, nigdy też nie miałam problemu z zapuszczeniem długich - są z natury mocne i często ludzie pytali mnie, jaki jest ich sekret... Wygoda i czas są jednak bardzo cenne, więc od pewnego czasu poważnie myślałam o zakupie lampy UV i zestawu do robienia hybrydy - aby raz na dłuższy czas mieć spokój z malowaniem i nie martwić się, że przy codziennych zajęciach coś mi odpryśnie :) pierwszą hybrydę zrobiła mi 2 tygodnie temu siostra i od tego momentu byłam pewna, że zaopatrzę się w swoją. Tak zrobiłam - od kilku dni jestem posiadaczką całego "hybrydowego sprzętu" marki Semilac (klik) oraz pierwszego manicure wykonanego przez samą siebie. I wiecie, co? Nie taki diabeł straszny! Dziś pokażę Wam, jak krok po kroku go wykonać - i spróbuję przekonać, że każda z Was może zrobić ładne paznokcie we własnym domu :)