2/28/2013

Kosmetyki do pielęgnacji ciała- Barwa :)

Hej Kochani :)

No to mamy czwartek, dzień "jak co dzień", czyli siedzenie na uczelni i początkowo- semestralne ogarnianie różnych materiałów i myślenie "o Boże Bożenko, co to w ogóle ma być?!"- dopóki nie przekonamy się, jak naprawdę będą wyglądały zajęcia, będziemy się bać, aż nie okaże się, że jednak nie taki diabeł straszny- mam szczerą nadzieję, że tak będzie! :) 
Wczorajszy dzień przebiegałam po bibliotekach w poszukiwaniu książek, które niestety będą niezbędne- na niektórych przedmiotach wymagają od nas zdecydowanie za dużo. Nie dość, że skrypty z przedmiotu długie (wydałam prawie 19 zł na drukowanie), to poza nimi mamy z zajęć na zajęcia uczyć się na 20-minutowe odpowiedzi ustne z książek, których nigdzie nie można znaleźć, a jeśli można, to są do użycia tylko na miejscu w czytelni, co skutkuje kolejnymi pieniędzmi wydanymi na kserówki. Beznadzieja. Mamy uczyć się nie wiadomo, czego właściwie, bo te książki takie grube i ciężkie... A po dzisiejszych laborkach z mleka nic mnie już nie zdziwi, prędzej poparzę się stężonymi kwasami przy oznaczaniu tłuszczu w produktach, niż dam radę z tym wszystkim... Haha!

Ale teraz o trochę przyjemniejszym temacie, który zapewne bardziej Was interesują, a mianowicie o kosmetykach. Z pewnością słyszeliście o firmie Barwa. To profesjonalne laboratorium kosmetyczne, istniejące od 1949 roku, które na początku zajmowało się środkami czystości, a dziś główną "dziedziną" są kosmetyki do pielęgnacji ciała :)

Mnie ostatnio urzekły 3 produkty, które być może są Wam już znane:

- wygładzająco- dotleniające mleczko pod prysznic z proteinami mleka i miodu
- wygładzająco- dotleniający balsam do ciała z proteinami mleka i miodu
- pielęgnacyjny krem do rąk  z ekstraktem z wiśni

MLECZKO POD PRYSZNIC Z PROTEINAMI MLEKA I MIODU: 
Na samym początku trochę o opakowaniu. Wygodna tubka z plastikową końcówką, której nie trzeba odkręcać, a jedynie "podważyć", dzięki czemu możemy użyć tylko jednej ręki- ułatwia życie na pewno :)
Mleczko ma typową konsystencję mleczka pod prysznic, kremową, przy czym nie jest ani zbyt rzadki, ani zbyt gęsty. W sam raz. Na minus jest niestety to, że dość słabo się pieni... Mam wrażenie, że przez to jest mało wydajny, bo trzeba go nakładać na gąbkę kilka razy. Szkoda. Ale myje skórę bardzo dokładnie i pozostawia ją wygładzoną.
Wspomnę jeszcze, że pachnie przyjemnie. Niezbyt intensywnie, ale to zaleta, bo przez to na dłuższą metę nie jest uciążliwy. Masło z miodem jest pyszne, także i mleczko apetycznie pachnie, a kąpiel staje się dużo przyjemniejsza :) 
Pojemność: 200 ml, cena: 7,56 zł, dostępne: TUTAJ

PIELĘGNACYJNY KREM DO RĄK Z EKSTRAKTEM Z WIŚNI:

Krem przeznaczony jest do pielęgnacji rąk i paznokci.
Tubka kremu zawiera 100 ml, także jest to przeciętna pojemność tego typu kosmetyków. Najważniejszą informacją dla mnie było to, że nie jest testowany na zwierzętach, przez co z jeszcze większą ochotą go używam :) jest naprawdę świetny, pachnie fenomenalnie, wiśniowo, baaaardzo owocowo i nie wyczuwam żadnej chemii ;) ma lekką, kremową konsystencję.
Maleńka ilość rozprowadza się fajnie po całych dłoniach, także stwierdzam, że jest wydajny- ogromny plus, bo krem do rąk to kosmetyk, bez którego nie mogę się (zwłaszcza zimą) obejść, używam go kilka razy dziennie. Ciężko nadążyć za ciągłym kupowaniem :) ten używam od ponad tygodnia i nie zauważyłam większych ubytków w tubce :) 
Dodatkowym plusem jest to, że wchłania się niezwykle szybko. Ekstrakt z wiśni pozwala na nawilżenie oraz rewitalizację naskórka, alantoina łagodzi podrażnienia, a systematyczne stosowanie wraca skórze naturalną elastyczność i miękkość. 
Polecam go wszystkim bez względu na to, jak bardzo przesuszoną ma skórę, poradzi sobie bezbłędnie!
CENA: 4,49 zł POJEMNOŚĆ: 100 ml, DOSTĘPNY: TUTAJ


BALSAM DO CIAŁA Z PROTEINAMI MLEKA I MIODU:
Balsam ma fenomenalną, aksamitną konsystencję! To od razu rzuciło mi się w oczy (a raczej... na skórę :)). Opakowanie ma niemal identyczne, jak mleczko, podobnie wygodnie się otwiera, no ale nie ma się co dziwić, w końcu to ta sama seria ;)) pachnie również bardzo podobnie, przyjemnie. Jednak jest dużo bardziej wydajny, przez co zyskał więcej mojej sympatii :) wchłania się szybko, wygładza i uelastycznia skórę. Kolejną zaletą jest to, że nie natłuszcza jej, nie pozostawia także nieprzyjemnej "powłoczki", którą nie raz można wyczuć na ciele po niektórych produktach (nie wiem czy rozumiecie, co mam na myśli). Uwielbiam ten balsam! ;)
Poza tym bardzo dobrze nawilża i pielęgnuje skórę, a to za sprawą składników aktywnych, które koją ją i odżywiają naskórek:
 - Proteiny mleka – doskonale wygładzają i wzmacniają naskórek.
- Proteiny miodu – głęboko odżywiają i zapewniają skórze odpowiedni poziom nawilżenia.
- Masło Shea – zawiera witaminę E i F, intensywnie regeneruje i wygładza.
- Naturalny olej ze słodkich migdałów – bogaty w kwas Omega 6, pielęgnuje i odżywia.
- Alantoina – łagodzi podrażnienia, działa kojąco i zmiękczająco. 
CENA: 10,99 zł, POJEMNOŚĆ: 200 ml, DOSTĘPNY: TUTAJ
Co mogę powiedzieć. Wszystkie trzy produkty, pomimo pewnych mankamentów, dobrze się spisują. Cieszę się, że nadal mam ich sporo w tubkach (poza mleczkiem, które niestety zużywa się szybko :( a szkoda)- z pewnością uprzyjemnią mi niejeden wieczór w "łazienkowm SPA" po ciężkim dniu :) 
Poleeeeeeeeecam!
___________________________________ 

Przy okazji :) mała promocja w Romwe na miesiąc po Walentynkach, u nas co prawda nie obchodzimy White Valentine’s Day ale nie przeszkadza nam to w żaden sposób w tym, aby móc skorzystać z fajnej wyprzedaży ciekawych ubrań :) 

 
TUTAJ  znajdziecie przedmioty objęte promocją, a także po kliknięciu w obrazek :)

Romwe White Valentine’s Day Sale: 

Double Discount:  Up to 70% OFF+ Extra 15% OFF $65 (Code: whitevalentine)

From 02/28/2013 to 03/05/2013

Buziaki,
Kats.  

2/26/2013

Biało- czarne paski (outfit).

Hej :)
Niedawno wróciłam z uczelni i powiem szczerze, że najbardziej wymęczył mnie dwuipółgodzinny (chyba jedno słowo, nie? :D) wykład z ogólnej technologii żywności. Robiłam wszystko, aby nie zasnąć... Potem pojechałam do dziekanatu załatwić parę spraw, teraz mogę odpocząć :) ale już wiem, że łatwo nie będzie. 

Mam nadzieję, że przyzwyczailiście się już do tego, że co każdy outfit, to inna stylówka. To dlatego, że nie lubię monotematyczności, a i okazje są przecież różne. Na imprezę lub w miejsce, gdzie trzeba wyglądać bardziej elegancko, zwykle wybieram coś bardziej nietypowego, w czym jednak będę czuła się komfortowo. I tak- ostatnio postawiłam na pionowe, czarno- białe paski, które w tym sezonie będą hitem- z resztą już w sieciówkach można to zauważyć, bo pojawia się coraz więcej ubrań w ten deseń :) czarna bluzka z baskinką jest ostatnio moim numerem jeden, uroku dodają jej ćwieki oraz inne błyskotki na ramionach (a także na szyi- naszyjnik to mocny akcent!). Do tego czarne, eleganckie koturny :) jak Wam się podoba?

 
 buty- Shoesday
legginsy- Sammydress
bluzka- X- moda
naszyjnik- Diva 

Dziś prawdopodobnie wybieram się na imprezę do koleżanek z roku, mam nadzieję, że będzie udana ;) trzeba odpowiednio rozpocząć semestr, a co :D?!

Buziaki,
Kats.

2/25/2013

Początek semestru :<

Hej :) 
No i koniec laby, dziś pierwszy dzień nowego semestru i już czuję się zmęczona, hahaha :D siedzenie na wykładach do 18:30 nie jest fajne, chociaż i tak babka nas wcześniej wypuściła :) w czasie okienka siedziałyśmy u Gosi i oglądałyśmy baję, haha :D już to widzę, jak bardzo chce mi się chodzić na zajęcia... No, ale co zrobić? ;)
Pewnie wiecie, o czym mówię, bo część z Was też kończy teraz wolne. Należy się teraz spiąć i niestety zacząć wcześnie wstawać... 

Dziś tak na szybko, muszę odpocząć... Zdjęcie ze spotkanie bloggerek, razem z JustynąMartąKaroliną :) 

A tak poza tym: 
zimo, znikaaaaaaaaaaj! Niech ten śnieg wreszcie stopnieje i przyjdzie wiosna :) teraz jest taka chlapa, że ciężko się nie wywalić, idąc po tym błoto- śniegu.

Zabieram się za odpisanie na Wasze komentarze ;)
Buziaki,
Kats.

2/24/2013

Donegal- lakiery & zmywacz.

Hej :) 

Co tam? Czy Wy też macie wrażenie, że czas leci zbyt szybko? I kilka tygodni wolnego zlatuje dziwnym trafem szybciej, niż w szkole/ pracy/ na uczelni? :< już jutro zaczynam nowy semestr, więc kończy się laba. Witamy poranne wstawanie i siedzenie do późna na uczelni :( Wczorajszego wieczoru nie mogłam zmarnować, pojechałam ze znajomymi na bilard, zaczęłam trafiać w bile i kilka nawet wbilam, więc to sukces hshaha ;D plany imprezy nie wypalily nam niestety potem, ledwo zdazylysmy z Asią na tramwaj i i tak musialysmy jeszcze czekać na autobus nocny potem... Ale zrobilysmy sobie afterek w domu z piwem, chipsami i popcornem :)) 

Czas na kolejną recenzję- tym razem przyjrzę się bliżej lakierom Beauty Shine firmy Donegal ;) 
W moje łapki trafiły dwa odcienie, oba podobają mi się "na równi" i nie jestem w stanie wybrać swojego faworyta, ponieważ każdy z nich nadaje się na inne okazje, chyba, że połączymy je razem, aby tworzyły fajny kontrast ;)) oprócz nich- recenzja zmywacza w żelu z tej samej firmy.

LAKIERY BEAUTY SHINE:

Co zauważyłam? Niezwykle fajne, zgrabne PĘDZELKI, które w bardzo szybki i gładki sposób rozprowadzają lakier na płytce. To jest ważne, jeśli chcemy zrobić szybki manicure, a nie mamy na tyle czasu, aby bawić się w jakieś dodatkowe kombinacje. Podoba mi się również to, że nie pozostawiają smug, a wysychają w ekspresowym niemal tempie :)
Co do KRYCIA- całkiem dobre. Na paznokciach mam dwie warstwy fioletowego, a trzy odcienia nude- ze względu na to, że jest on jaśniejszy, trzeba położyć grubszą warstwę. Ale i tak uważam, że to całkiem mało jak na jasny lakier :) 
TRWAŁOŚĆ: Tutaj mogę odrobinę ponarzekać. Niestety nude odprysnął już następnego dnia pod wieczór, także wytrzymał ledwo dobę :( fiolet trzymał się dłużej, jednak to chyba akurat cecha ciemniejszych lakierów, przynajmniej tak mi się wydaje ;) na ich obronę powiem, że nie położyłam na nie utrwalacza (zwykle do tego celu używam zwykłego bezbarwnego lub utwardzacza), a rąk nie oszczędzałam, bo tu coś ugotować, tam posprzątać, sami wiecie ;) 
ZMYWANIE: szybko, łatwo i przyjemnie :) nie zostawiają na płytce przebarwień, usuwają się naprawdę gładko, nie mam żadnych zastrzeżeń. 

Fajną rzeczą jest również to, że lakiery są w pełni bezpieczne dla zdrowia, ponieważ nie zawierają szkodliwych substancji, takich jak formaldehyd, toluen czy DBP :) 

 POJEMNOŚĆ: 6 ml
CENA: 6,99 zł
DOSTĘPNOŚĆ: TUTAJ

Poza średnią trwałością (chociaż z uzasadnieniem na ich korzyść :D) sprawują się świetnie, także polecam!
 Na paznokciach prezentują się tak:

ZMYWACZ DO PAZNOKCI O ZAPACHU MANGO:

Nad tym produktem mogłabym się rozwodzić jeszcze dłuuugie godziny. 
Pierwsza rzecz, jaka rzuca się w oczy (a raczej w nos) po odkręceniu, to... Niezwykle PRZYJEMNY ZAPACH mango! Nie spodziewałam się, że jakikolwiek zmywacz może pachnieć inaczej, niż obrzydliwie i chemicznie, przy czym natychmiast trzeba wietrzyć całe mieszkanie :D a tu taka niespodzianka, wow! Kolejnym plusem jest opakowanie- bardzo estetycznie wykonane, a nakładanie na wacik nie sprawia w ogóle problemu, ponieważ ŻELOWA KONSYSTENCJA uniemożliwia rozlewanie się zmywacza na wszystkie strony, dodatkowo dozownik z dziurką pozwala na wydobycie odpowiedniej ilości :) 
 W czasie zmywania nie zauważyłam, aby zabarwiły mi się skórki i palce, ponieważ nie trzeba go wcierać w płytkę podczas zmywania, lakier sam "odchodzi". 
Mogę również powiedzieć, że zauważyłam w pewnym stopniu NAWILŻENIE - z resztą i na stronie producenta napisano, że zawiera dużo witamin, pozwalających na odżywienie paznokci, a także prowitaminę B5, odpowiedzialną za wspomniane nawilżenie oraz zmiękczanie naskórka ;) 

POJEMNOŚĆ: 150 ml     
 CENA: 5,39 zł
DOSĘPNOŚĆ: TUTAJ

Czego chcieć więcej? Z czystym sumieniem Wam poleca, zarówno lakiery, jak i zmywacz :) 

Ja mam dziś parę rzeczy do zrobienia, do tego ogarnąć się na uczelnię- na przykład ogarnąć z torby fartuch, który leży w kącie od początku ferii- brrrrr, to zły znak, że trzeba go ruszyć :<

Buziaki,
Kats.

2/23/2013

Motocyklistka (outfit :))

Hej :) 
No i mamy weekend, w sumie już tak naprawdę skończyły się ferie, ratuje nas tylko weekend... Rozpoczęłam go imprezą w Patio z Gosią, nie było aż takich wielkich tłumów, więc można było sobie swobodnie potańczyć, chociaż playlistę jaką tam grają chyba znam już na pamięć :D dziś wybieramy się zamówić nowe meble do kuchni, robimy jej remont i jest parę nieporozumień w kwestii kilku szczegółów, ale mam nadzieję, że rozwiążemy je na bieżąco ;)

Dzisiejsza stylizacja będzie bardziej rockowa, koleżanka stwierdziła, że wyglądam jakbym zaraz miała wsiąść na motocykl :) i faktycznie może coś w tym jest. I nie powiem, że marzy mi się spróbować jazdy na motorze! Zestaw zupełnie różni się od poprzedniego, w którym główną rolę grają barwy, a sam w sobie jest bardzo dziewczęcy. Tym razem postawiłam na ostrzejsze dodatki- kołnierzyk z kolcami, zieloną chanelkę ze skórzanymi rękawami, poszarpane spodnie i czarne botki. Podoba się? :) 

 spodnie- Vero Moda, DIY
marynarka- Mosquito
koszulka- Bershka
buty- no name
kołnierzyk- Romwe

Akurat się złożyło, że kiedy robiłam te zdjęcia, miałam dzień "bez kija do mnie nie podchodź" więc miny w tym wypadku mówią wszystko i idealnie się wpasowały w klimat :D ale nie mam nic przeciwko ubieraniu się w tym stylu i w bardziej pogodne dla mnie dni, lubię je :) 

Brr, mija nam właśnie ostatni weekend wolnego. Pojutrze już na uczelnię, plan mam powiedziałabym dramatyczny (dobrze, że nie rozdzielili mnie z moimi dziewczynami, bo trzeba by było kombinować z przenoszeniem się :*), strasznie dużo zajęć i "nijakich" okienek, w piątek od 8:00 do 20:00... Więc będę dużo czasu poza domem- notki mogą z tego powodu pojawiać się trochę rzadziej :( ale będę starać się pisać jak tylko znajdę chwilę :) 

Buziaki,
Kats.

2/22/2013

Szminka w płynie Rimmel London Apocalips.

Hej :)
Jak tam minął wczorajszy dzień? Ja spędziłam go leniwie, chociaż w sumie rano przeszłam się na zakupy oraz na pocztę, a wieczorem z psem na spacer, więc nie do końca :D postanowiłam też zadbać trochę o włosy i zrobić sobie kompres z maski Pilomax- zostawiłam ją po umyciu na godzinę w turbanie i byłam zachwycona- włosy były genialnie gładkie :);) wcześniej nie używałam zbyt często masek na włosy, wystarczały mi odżywki, ale teraz stwierdziłam, że to naprawdę działa! :) Wieczór spedziłam przy kawce, filmie i smakołykach :)

Dziś chciałabym przedstawić Wam recenzję jednego z ostatnich hitów Rimmel- Rimmel London Apocalips, szminkę w płynie, która pomimo tego, że jest świeżynką na rynku, już zbiera same pozytywne opinie od osób, które mają z nią styczność- z Kate Moss, topmodelką i ambasadorką Rimmel na czele. Na początku kilka słów od producenta ;) 

"Koniec koloru jaki znałaś do tej pory! Wstrząsająco głębokie odcienie i zjawiskowo gładki połysk.
Nowa szminka w płynie łączy w sobie najlepsze koncepcje szminki i błyszczyka - soczysty płyn z czystymi pigmentami koloru o bogatym kolorze, fenomenalny połysk i wyjątkowy komfort, który utrzymuje się przez cały dzień.
Formuła szminki sprawia, że usta mają wyjątkowo mocny i odważny kolor. Nowa szminka w płynie, APOCALIPS, to kremowa i odżywiająca konsystencja, która za jednym pociągnięciem fantastycznego, nowego aplikatora z mikro-zbiorniczkiem, łatwo i równomiernie się rozprowadza, pozostawiając usta w pięknym kolorze oraz nawilżone godzina po godzinie. To koniec znanego dotąd koloru.
"


WYGLĄD:
Na pierwszy rzut oka zauważamy ładne, zgrabne opakowanie, z oryginalną zakrętką, której końcówka wygląda jak zrobiona z jakiegoś diamentu, tak fajnie wyżłobiona. Ogromny plus za ergonomiczny (i nowatorski) kształt. Kolorystyka opakowania również bardzo zachęcająca :) 

APLIKACJA:
 Podoba mi się to, że gąbeczka jest sztywna i dobrze osadzona na końcu "patyczka"- nie ma mowy o tym, aby niechcący wyjechać nią poza linię ust, nawet dla (jakby nie patrzeć) makijażowego laika, jakim jestem- przynajmniej w kwestii malowania ust, bo rzadko używam na nie czegoś więcej, niż zwykłego błyszczyka. Nakładanie nie sprawiło mi żadnego problemu, zajęło ok 2 minut, także naprawdę szybko. Nie lubię pędzelków w błyszczykach- ponieważ są bardzo mało precyzyjne. Aplikacja Rimmel Apocalips mnie nie zawiodła!

KOLOR I ODCIEŃ:
Dostałam do recenzji odcień 102 (Nova). Do wyboru jest ich jednak więcej:
(niestety nie mogłam znaleźć informacji, który odcień jak się nazywa)

Co mogę powiedzieć? Dla mnie kolor jest fenomenalny! Bardzo żywy, intensywny, dodatkowo ma połysk błyszczyka. Bardzo szybko przekonałam się, że wystarczy tylko jedno pociagnięcie, aby kolor od razu był mocno widoczny. Plus do wydajności ;) 

TRWAŁOŚĆ:
Szminkę "testowałam" w czasie imprezy, także miałam idealne warunki, aby sprawdzić jej trwałość- wiadomo bowiem, że w trakcie rozmów ze znajomymi nie zawsze jest czas, aby iść do łazienki i poprawić makijaż, a i co jakiś czas pije się drinka albo inny smakołyk (:D). Nałożyłam go przed imprezą, usunęłam po upływie kilku godzin. Przetrwał w stanie niemal nienaruszonym, niemal- bo kilka razy odcisnął się na szklance :) naprawdę trwałość genialna ;) 

Dodatkowym plusem jest uczucie nawilżenia i miękkości, jakie pozostawia na ustach. Poza tym nie rozmazuje się, a przede wszystkim (znacie moją "zapachomanię" :D)... pachnie jak truskawkowy kisiel w proszku przed zrobieniem! :D 

CENA: Ok. 25 zł, także myślę, że nie jest zbyt wysoka jak na tak dobrej jakości kosmetyk :) 
I na koniec- zdjęcia tego, jak wygląda na ustach (uprzedzam, że to moje pierwsze zdjęcia tego typu, także przepraszam, że tak mało profesjonalne :))


Z czystym sumieniem mogę Wam polecić tę szminkę. 
Dla osób, które lubią fajne, odważne podkreślenie ust, ale także dla tych, którzy (tak jak ja) nie mają zbyt wielkiego doświadczenia będzie idealna ;) warto zainwestować!

Buziaki,
Kats.

2/21/2013

Prezenty cz. 2! ;)

Hej :) 
Ale wczoraj był fajny wieczór ;) co prawda na początku było kilka nerwowych momentów,  byłam bardzo zdenerwowana, ale najważniejsze, że okazało się, że nie było jednak powodów do zmartwień i z tego trzeba się cieszyć ;) spędziłyśmy z dziewczynami fajny wieczór przy drinkach, muzyce i tańcu- bardzo dobrze się bawiłam, spotkałam też sporo znajomych ;) no i obejrzałam mecz, który leciał tam na telewizorach, Milan- Barcelona. Jestem już przyzwyczajona, że te dwie drużyny mierzą się ze sobą w Lidze Mistrzów ZDECYDOWANIE za często... Moje ulubione drużyny. Ale sercem wybrałam Milan i cieszę się, że wygrali :)
I znowu ponarzekam na zimę, która znowu przyszła niespodziewanie i ZNOWU jest zimno. I śnieg. A przecież chcę wioooosnę! <3 Wy też? ;)

Dziś mam dla Was kolejną porcję prezentów ze spotkania bloggerek. 
Oprócz biżuterii i ubrań, otrzymałyśmy także sporo kosmetyków od drogerii i samodzielnych firm- żeli, kremów, nowości do paznokci, lakierów, a nawet ozdoby do pazurków, których nigdy nie używałam i będę miała niesamowitą frajdę, kiedy je wypróbuję ;)


Od początku :)
Barwa - mleczko do kąpieli oraz balsam do ciała o zapachu mleka z miodem  (mmm), a także krem do rąk z ekstraktem z wiśni. I do tego długopis, akurat na nowy semestr się przyda! ;) 

Apis - ujędrniający krem żurawinowy z olejkiem migdałowym z filtrem SPF 15 (żurawinka!)

 Biosilk  - odżywka regenerująca i szampon do wszystkich rodzajów włosów.

 Donegal  - lakiery do paznokci Shine, zmywacz do paznokci w żelu o zapach mango, a także fajne ozdoby do paznokci :) 

 Elfrodo - nie będę wszystkiego po kolei przedstawiać, ale jest tego sporo do testowania i już są w użyciu :D więc możecie się spodziewać szczegółowych recenzji :) 

 Everyday Minerals - próbki kosmetyków mineralnych. Jeszcze nie miałam okazji ich używać, więc tym chętniej zajmę się testowaniem! ;)

 Floslek  - mnóstwo dermokosmetyków Floslek, między innymi żel z aloesem, żel pod prysznic masło do ciała ;) 


 Madame Lambre  - mnóstwo próbek! Madame Lambre są nowością na polskim rynku, stworzone na bazie specjalnej, profesjonalnej receptury, kosmetyki dobrej jakości :) 

Neonail - przepięknie zapakowana paczuszka, śliczne kolory lakierów oraz mnóstwo ozdób :) 

 Paese  - z tej firmy przyszła do nas także sympatyczna pani, która opowiedziała nam nieco o firmie, a także podarowała katalogi oraz świetne kosmetyki, między innymi pudry i podkłady.


Pilomax - produkty Pilomax mam okazję już testować i mogę powiedzieć, że są naprawdę dobre. Z resztą to profesjonalna pielęgnacja włosów, także nie ma co się dziwić! ;) tym razem wzbogaciłam się także w coś dla mojej mamy i siostry, do włosów jasnych :)


Pollena - antybakteryjny, hipoalergiczny żel pod prysznic oraz próbki żeli do mycia twarzy :) 


Rimmel - Zupełna nowość na rynku, szminka w płynie z właściwościami błyszczyka i lakieru do ust! ;) brzmi ciekawie? Ja już mogę Wam powiedzieć, że używałam, recenzja w najbliższym czasie ;)


Thebodyshop - naturalne kosmetyki ;)


 Ziaja  - seria oliwkowa, uwielbiam tym bardziej, że znam tę firmę i używam wielu kosmetyków- mogę potwierdzić, że są dobrej jakości :) ale szamponu i maseczek do włosów jeszcze nie miałam :) 

Przetrwaliście? ;) 
To jeszcze kilka bonów na zakupy, hihi ;) 

 Styleup (już wykorzystany, także kod się już nie przyda :D) , Reserved i Sonho :)

Uuuuf i mnie to wrzucanie zdjęć trochę zmęczyło :) jak widzicie trochę tego jest i chociaż ogromnie się cieszę, że będę miała okazję to wszystko przetestować, to w pokoju miejsca jest baaardzo mało. Muszę trochę uporządkować :)

Także dziś zajmę się jakimiś porządkami w domu- jesteśmy same, także nikt nie bedzie mi w tym przeszkadzał (haha). Gdyby tylko chciało mi się za to zabrać... Na razie trzeba się polenić! 

Buziaki,
Kats.