7/18/2011

Gdy wszystko nagle się sypnie...

Muszę Wam powiedzieć, że nie byłam dawno tak zła, smutna, zdołowana i nie miałam tak zmieszanych emocji, jak teraz. Jedyną pozytywną informacją wczorajszego wieczora jest fakt, że liczba moich obserwatorów wzrosła do 300- jesteście kochani! :* 
Wybaczcie, że ta notka będzie taka, jaka będzie. Niestety, czasami tak się zdarza, że wszystkie plany niszczą się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki- i to przez jedną osobę. Za niecały tydzień miały przyjechać do mnie i do Sylwka dwie przyjaciółki z drugiego końca Polski. Miałyśmy jechać razem nad morze, a potem ja i Sylwek- do nich. Wszystko już zaplanowane, ustalone, zaliczka do za nocleg wpłacona, miliony planów, pozytywnych emocji, radość... wszystko było dopięte na 100%. Od końca poprzednich wakacji, w ciągu których się poznałyśmy, żyłyśmy z myślą o tym spotkaniu, bo wiadomo- przyjaźń rodzi się raz na długi czas, poza tym wszystkie wspomnienia wracały co chwilę i bardzo chciałyśmy to wszystko powtórzyć... I teraz nagle okazuje się, że na tydzień przed wyjazdem rodzice Izy się rozmyślili. Bo wpłynęła na nich starsza siostra- że niby niebezpieczne, że nie wie, do kogo jedzie, że podróż pociągiem tylko we dwie, że kradzieże, gwałty itp... rozumiem obawy, ale przecież kiedy pojechałyby w dzień, nic by się nie stało. Ja jechałam z Sylwkiem w zeszłym roku w nocy we dwie i było wszystko ok. Musiałyby być wielkimi pechowcami, aby nagle te obawy się spełniły, nie sądzicie? 
Kto robi tak, że przez 2 miesiące pozwala, zgadza się, robi córce nadzieję na fajny wyjazd, spotkanie z przyjaciółkami, by na kilka dni przed nim zrezygnować? Tylko rodzina, która nie liczy się z uczuciami dziecka- to nienormalne moim zdaniem. W dodatku, że psują wakacje nie tylko jej, ale i nam. O tym nie pomyśleli? Bo oczywiście możemy jechać nad morze z kimś innym, ale to nie będzie to samo. I jeśli Izy nie przyjadą do nas, to i ja i Sylwia możemy zapomnieć o wyjeździe do nich... dla mamy Sylwka jedynym warunkiem, aby mogła jechać do nich jest fakt, że najpierw one przyjadą do nas.

Jednym słowem- ta dziewczyna, siostra Izy, a także jej rodzice zepsuli wakacje czterem przyjaciółkom. Ludzie, których nie znam- czy to nie ironia? Nawet nie wiecie, jaka jestem przez to zła. Kiedy wczoraj zrobiłyśmy we 4 konferencję na gg, widziałam, jak dziewczyny totalnie się załamały... ja także. Jedyna nadzieja w tym, że moja mama zadzwoni do jej rodziców i porozmawia. Bo ja nie przyjmuję do wiadomości, że one mogłyby nie przyjechać. Cały rok na to czekałyśmy, ba- coraz bardziej nie mogłyśmy się doczekać, z każdym dniem rodziły się nowe plany i radość... i to wszystko tak nagle legło w gruzach. Porażka. 

Żałosne słowa dziewczyny, która nie ma innych problemów, można by pomyśleć- ale gdyby któraś z Was była w takiej sytuacji wiedziałaby, jaki to cios dla naszej czwórki... :( Eh, musiałam to z siebie wyrzucić. 

I dziękuję Marcie (http://wielkiemerci.blogspot.com/) za wybranie mnie do kolejnej zabawy- niestety, na żadne zabawy nie mam teraz najmniejszej ochoty, przepraszam...

PS. W tym poście wyłączam komentowanie, bo i tak nie ma czego komentować. Wracam tutaj jutro, z normalnym wpisem. Trzymajcie się kochane :*